Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych, spośród wniosków o przyłączenie centrów danych odpowiadających łącznie 150-200 GW mocy, realnych, poważnych chętnych jest kilkanaście, a wydane warunki przyłączenia obejmują ponad 6 GW. Nowe wymogi dotyczące zabezpieczeń finansowych skutecznie odsiały spekulantów liczących na odsprzedaż miejsca w kolejce.
Skąd wzięła się bańka na wnioski
Liczba 150-200 GW zgłoszonych wniosków o przyłączenie brzmi spektakularnie, dopóki nie zestawi się jej z całkowitym krajowym zapotrzebowaniem na moc, które jest wielokrotnie niższe. Jak wyjaśnia Wojciech Krzyczkowski z biura prasowego PSE, konkurencja między magazynami energii a odbiorcami o ograniczone warunki techniczne i ekonomiczne przyłączenia w niektórych przypadkach prowadzi do sytuacji, w której warunków tych po prostu zabraknie dla wszystkich chętnych. To właśnie ta ograniczoność skłaniała część podmiotów do składania wniosków spekulacyjnych, licząc na odsprzedanie uzyskanych warunków przyłączenia, a nie na faktyczną budowę centrum danych.
Wprowadzenie obowiązkowych zabezpieczeń finansowych i opłat za złożenie wniosku szybko zweryfikowało, komu faktycznie zależy na inwestycji. Efekt: z setek gigawatów spekulacyjnych wniosków zostało kilkanaście realnych projektów, rozproszonych geograficznie po całym kraju, nie tylko wokół Warszawy.
Jak duży będzie ten rynek naprawdę
Prognozy PSE są znacznie bardziej wyważone niż wcześniejsze spekulacje. Do 2036 roku centra danych mają odpowiadać za około 3,5 GW mocy, a do 2040 roku za około 5 GW łącznie. W ujęciu energetycznym oznacza to prognozowane roczne zużycie na poziomie 29,4 TWh do 2040 roku, przy całkowitym krajowym zapotrzebowaniu rzędu 260 TWh rocznie. To realny, ale zarządzalny wzrost popytu, nie rewolucja destabilizująca system elektroenergetyczny.
Konin jako przykład realnego, nie spekulacyjnego projektu
Dobrym przykładem tego, jak wygląda poważny projekt, jest inwestycja planowana w rejonie Międzylesia pod Koninem. Energa Obrót, miasto Konin oraz Centralna Grupa Energetyczna podpisały list intencyjny dotyczący dostaw energii elektrycznej dla planowanego centrum danych o wartości szacowanej na około 3 miliardy euro. W pierwszej fazie zapotrzebowanie na energię ma wynieść 1 TWh rocznie, przy mocy IT na poziomie 100 MW, obejmując cztery budynki serwerowe, zaplecze biurowo-logistyczne, zasilanie awaryjne oraz dwanaście podziemnych zbiorników paliwa. Ciepło odpadowe z instalacji ma być wykorzystywane do celów grzewczych.
Inwestycja uzyskała już decyzję środowiskową, a budowa mogłaby ruszyć w 2027 roku. Prezydent Konina, Piotr Korytkowski, wskazuje, że tego typu odbiorca energii wzmacnia też argumentację za lokalizacją elektrowni jądrowej w regionie, ponieważ centrum danych o takiej skali stałoby się jednym z największych stabilnych odbiorców energii w okolicy.
Co to oznacza dla producentów OZE
Z perspektywy prawnej i biznesowej największą wartością projektów takich jak konińskie centrum danych nie jest sam fakt ich powstania, tylko charakter popytu, jaki generują: przewidywalny, stabilny i rozłożony na lata, w przeciwieństwie do sezonowych wahań typowych dla części odbiorców przemysłowych. Dla regionu, w którym powstają duże farmy fotowoltaiczne i magazyny energii, oznacza to realnego, lokalnego odbiorcę mocy, nie tylko konieczność eksportu energii do odległych węzłów sieci.
To właśnie w takim otoczeniu rynkowym znaczenia nabiera sprawne zarządzanie pracą instalacji OZE: prognozowanie produkcji, udział w rynku bilansującym i optymalizacja ustawień pod kątem realnego, lokalnego zapotrzebowania, a nie tylko maksymalizacji samej produkcji. Firmy takie jak ASO Energy Pro, zajmujące się serwisem O&M i optymalizacją pracy farm PV oraz magazynów energii w regionie, są naturalnie blisko tego procesu, obsługując instalacje, które w najbliższych latach mogą stać się częścią łańcucha zasilania dla tego typu odbiorców.
← Wróć do poradnika
